Archive for the Category » Góry ✔ «

Straconka, Przegibek, Międzybrodzie – pieszo

Dzisiaj wybory, ale to zeszła niedziela, 14 listopada,  przejdzie chyba do historii dzięki przewspaniałej aurze – wyjątkowej jak na tę porę roku. W tamtych dniach nie tylko  Tatry wynurzały się w całej swej okazałości, dzięki czemu Dalekie Obserwacje pobijały swe rekordy, ale i kto żyw wynurzał się z domu, by czynnie wykorzystać te ostatnie chwile słonecznej i bardzo ciepłej (o 15-stej 20 stopni ºC!) pogody. Wyszłam i ja, niby  pokręcić się po swojej Straconce, lecz nogi same zaniosły mnie do… Międzybrodzia. I nic to, że na czarnym szlaku w różowym płaszczyku wyglądałam niezbyt stosownie, bo już na leśnej, górskiej szosie wtopił się on w sposób doskonały w roboczy strój pań, wykonujących najstarszy zawód świata pod chmurką:

Jako się rzekło najpierw Straconka, zielony wybieg mojego osiedla, i korytko na bulwarach straceńskich, w którym sto lat temu, na kamiennych zastawach pod mostami, uczyliśmy się pływać. Straconka, w której karczma z najsmaczniejszymi pierogami, przydrożna kapliczka N.M.P. z 1830 roku, ale przede wszystkim… majestatyczny parawan z gór:


Zostawiając za sobą miasto, wspinam się czarnym szlakiem na Przełęcz Przegibek – węzeł szlaków turystycznych, ale i widokowy przystanek na przelotowej trasie Bielsko-Biała – Międzybrodzie Bialskie:


I właśnie tą trasą, obstawioną solidnie wzdłuż pobocza zaparkowanymi autami, decyduję się zejść w dół, na drugą stronę masywu. Szedł sobie zadowolony z życia Sasza suchą szosą podczas suchej suszy, a pędzące auta obojętnie mijały go:


Po drodze coś dla ciała i dla ducha:


W Międzybrodziu Bialskim nieoczekiwanie nadjechał PKS do Bielska, więc do akwenów nie doszłam, ale od czego okno? Nawet gdy podskakujące na wyboistej drodze i barrdzo brudne? Na zdjęciach nie tylko Międzybrodzie, ale i Czernichów oraz Porąbka – autobus bowiem zrobił jakby pokazowy kurs wzdłuż zapór pod Górą Żar – nic tylko chłonąć widoki jak gąbka:

fot. ewolny Beskidy

Mała Fatra kryptonim dalekie obserwacje

Dalekie Obserwacje

Mała Fatra z Pilska – odległość do W. Krywania 43 km, Kl’aka 78 km, Strazov 89 km, Wielka Racza 28km, V. Javornik  72 km:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=969

Mała Fatra z Równicy – odległość ok. 60 km:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=2098

Góry Choczańskie, Tatry Niżne oraz Mała Fatra z Góry Ropica – odległość do Chopoka  103 km, do Wielkiego Chocza  74 km, do Małej Fatry  ok. 53 km:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=4161

Mała Fatra widziana z Keprnika – odległość do Lysa Hora 118 km, Vlk  Kryvan 176 km, Smrk 116 km:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=6227

Beskid Morawsko-Śląski i Mała Fatra z Biskupiej Kopy – odległość do Velkego Rozsutca 167km, do Travnego 109km, do Velkego F. Krivana 166km, do Lysej Hory 107,5km:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=2697

Mała Fatra widziana z Góry Św. Anny – odległość do Veľky Kriváň – 154 km:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=8881

Beskidzkim szlakiem, czyli mała przebieżka po słonko

Onegdaj usłyszałam „stajesz się monotematyczna, bo ile razy można oglądać tak samo wyglądające góry. To musi stać się w końcu dla Czytelników nudne”.  A góry żyją swoim życiem. Można przecież na tą samą wejść milion razy inaczej,  pokonać szczyt z jej różnych stron, wspinać się w różnej nań scenerii, tak bardzo przecież zależnej od pór roku, ale i od… pogody. Każda góra jest co dzień inna, i inne z nią obcowanie.


Wyszłam z domu jak zwykle ze słonkiem i dzierżąc go w dłoni wróciłam z nim też – nic to,  że zmarznięta, ciut przemoczona i feest zmęczona. Marszrutę swą zaczęłam od czarnego szlaku na ostatnim przystanku 2 – Wilkowice Stalownik. Jednak darowałam sobie obfotografowanie tego kującego w oczy szkieletora – są rzeczy, których religia nie pozwala po prostu uwieczniać. Niegospodarność, niefrasobliwość, zwyczajna beznadzieja…


Dłużej zatrzymałam się na Łysej Przełęczy, zwanej przez wszystkich Siodełko. To do niedawna nieprawdopodobnie urokliwe miejsce na czerwonym szlaku wiodącym na Magurkę. Znaki czasu, to jak nożem odcięty wielki  jej kawał, okratowane widoki, zryty sznytem szlak. Jedynie  jakby crossowiec, prujący szlakiem niezmiennie ten sam:

A późna jesień w Beskidach ma kolory wrzosów, od smagającego wiatru różowych policzków, potarganych przez ten sam wiatr spalonych słońcem i przyprószonych siwizną włosów i sucho trzeszczące liście z jeszcze bardziej na pieprz wysuszonym kwieciem… Urok swój ma, i to bez względu na niski pułap chmur,  który jednak sprawia, że schroniska „Pod Tatrami” dziś szukać nie będę:


Schodzę do Małej Straconki, zamkniętej dla ruchu, gdzie nomen omen ulicą Rajdową, kręcę się chwilę w poszukiwaniu małego kamieniołomu. Nie znajduję, bo nie tylko domy jak grzyby po deszczu rosną. Wszystko się tak  szybko – a najbardziej w przyrodzie – przecież  zmienia.. Z zamyślenia pod straceńskim kościołem wyrywa mnie znajome „ty dziku”. I od tej chwili idziemy razem, tzn ja idę a koleżanka Danusia jedzie… Ja po widoki znad straceńskiego cmentarza, które tak bardzo przypominają mi te makowskie. Cudze chwalicie swego nie znacie?


Znamy. Przynajmniej tak się wydaje – już prawie całe niebo spowite jest deszczową chmurą, lecz dla mnie, tak blisko domu, dopiero teraz zaczynają się prawdziwe schody. Okazuje się bowiem, że o wiele łatwiej jest się odnaleźć w szybko zmieniającej swe oblicze przyrodzie. Chyba zbłądziłam w tym labiryncie nowych dróg, opłotków i domów. Widząc z dali budynek Aqua, nie mogłam do niego dojść. Za plecami znajomy krzyż Hrobaczej Łąki… a obok ptaszki niemo wypatrujące deszczu ze swej pięciolinii:


Przede mną nitka budowanej obwodnicy i spirala poziomo w stosunku do niej ogrodzonych licznych domostw. W końcu znalazłam nie tylko paśnik z wylegującym się w nim białym kotem, ale i nieprawdopodobną przecinkę –  nie sądziłam, że tak blisko miejskiego osiedla może być prawdziwa dzicz:


I  wreszcie  w domu – mój basen! Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na widok gór, które mam za oknem i zza których przyszłam…


… słonko w wazon i już:


fot. ewolny Beskidy

Category: Góry ✔, W Beskidach  Tags:  7 Comments

Biełka, czyli pradzieje Bielska-Białej

Słońce kryło się na wierzchołku świerków i rzucało długie, ukośne promienie. Biełka wyciągnęła ręce. Jasna smuga światła zadrgała, jak potrącona struna. Dziewczyna uśmiechnęła się do siebie. Przypomniała sobie, że dawniej, w dzieciństwie lubiła bawić się w ten sposób. Najpierw, gdy była malutka dziwiła się, że coś, co widać wyraźnie, coś co istnieje tak, jak mieniący się kamień w bystrej wodzie płynącej niedaleko chaty, nie da się schwycić w dłonie, nie da się ująć i zamknąć w małej piąstce. (…) Od tego czasu jej ojciec Radosław przygarbił się i postarzał, ale nie pozbył się wesołych błysków w oczach, które przypominały jej strunę słońca potrącaną palcami ciekawego dziecka.

W tej chwili Biełka przypomniała sobie o płótnie pozostawionym nad brzegiem rzeki. Wstała i pędem pobiegła w tamtą stronę. Stąd, z małej kotlinki nad rzeką wydawało się, że słońce podniosło się na niebie. Dziewczyna uklękła nad brzegiem rzeki i palcami zaczęła gładzić delikatnie, prawie z czułością lnianą tkaninę, która wydawała się być mniej szorstka niż dziś rano i o jeden odcień bielsza, o ten odcień, który darowało jej w ciągu dnia słońce znad Skrzycznego i najlepsza z najlepszych – bystra woda. Biełka zwinęła płótno i zaczęła piąć się ścieżką w stronę swej chaty, gdy nagle jej uszu doszedł daleki tętent koni. (…)

Księżyc zaglądał przez otwór dziwacznego muru zamczyska otaczającego pierścieniem siedlisko zbójców. W jego świetle nabierały tajemniczych odcieni bursztyny, które Biełka trzymała w ręce:
– Po co mi te kamienie?
Bystrogniew uśmiechnął się pod wąsem:
– Sama nie wiesz, jaki to skarb. Kupcy z krajów dalekich przyjeżdżają, żeby je zdobyć. Podobno te kamienie chronią od nieszczęść wszelakich.
Biełka patrzyła na nieforemne mleczno-żółte kostki tak, jakby trzymała w ręku czarodziejskie dary o niezbadanej mocy: (…)
– Komu je zabrałeś?
– A czy to ważne? – Bystrogniew zaśmiał się – Wiesz przecież, że po każdej naszej wyprawie ptaki i dzikie zwierzęta dobrą ucztę sobie urządzają. Tym razem to byli kupcy ze Wschodu.
– Nie gniewaj się za moją ciekawość Bystrogniewie. Już dawno chciałam się o to zapytać. Dlaczego nie osiądziesz gdzieś, w jednym miejscu z twoimi ludźmi, nie zaciągniesz się do służby księcia? Masz już dość łupów i bogactwa. Możesz żyć spokojnie, jak inni. Możesz nawet wojować, kiedy się zdarzy. Dlaczego ulubiłeś sobie zbójeckie wyprawy?
Bystrogniew wstał i objął dziewczynę. Podeszli do bramy za kamienne ogrodzenie. Księżyc świecił jasno, widać było nawet ciemne szczyty gór. Chłodny, rzeźwy wiatr zawiewał z tamtej strony:
– Mądra z ciebie dziewczyna – powiedział po dłuższej chwili – Można z tobą porozmawiać, jak z dojrzałym mężem. Ale tej jednej rzeczy nie umiem ci wytłumaczyć, bo sam dobrze nie wiem dlaczego tak jest. Na służbę do księcia nie przystanę, bo nie będę czyichś rozkazów słuchać. A żyć spokojnie też nie umiem. Nie potrafię. Kiedy stamtąd od strony gór wiatr zawieje, to wtedy tak mi się zdaje, jakby u ramion skrzydła róść zaczynały. (…)

Słońce już zaszło, ale na dziedzińcu zamczyska zbójców widno jak w dzień. Na samym środku dziedzińca płonie wysoki stos. (…) Płomienie buchają i oświetlają chwiejące się na pobliskich drzewach kukły powieszonych zbójców. Wisi też na specjalnie wybranym miejscu przywódca zbójecki Bystrogniew – chociaż nie dał się ująć żywcem poległ w walce. (…) Światło płonącego ogniska oświetla wyraźnie dziewczynę w jasnym odzieniu, jej twarz, długie, jasne włosy i naszyjnik  z bursztynów:
– Skąd masz ten naszyjnik? Oddaj mi te bursztyny, są z rabunku a ciebie zabiorę z sobą. Będziesz u mnie tkała.
Biełka powoli rozwiązywała nić naszyjnika. Przytrzymała przez chwilę w ręce dar, który jej przyniósł nieszczęście po czym rzuciła go w ogień:
– Lekkie kamienie nieszczęście przynoszą. (…) Byłam żoną Bystrogniewa – powiedziała spokojnie i głośno – U nas taki zwyczaj, że wdowy po zmarłych na stosie umierają. (…)
Powiał wiatr skądś od niewidocznych teraz szczytów i płomień buchnął jeszcze wyżej. Biełka patrzyła w tamtą stronę, czuła powiew tego wiatru na swojej twarzy i już wiedziała, że nie będzie mogła odejść stąd, gdzie urosła i gdzie się wychowała, gdzie przeżyła swą pierwszą miłość i pierwszą rozpacz… Spojrzała jeszcze raz w stronę gór i powoli, ale pewnym krokiem zbliżyła się do płonącego stosu. Potem jednym skokiem rzuciła się w wysokie strzelające w górę płomienie. (…)

Mijały lata. Na miejscu zbójeckiego zamczyska nie pozostał kamień na kamieniu. Jeno na głazie, z rozkazu dowódcy kasztelańskich wojów wykuto liczbę 1006  – czyli rok, w którym zrównano z ziemią kamienne zamczysko i w którym Biełka spłonęła na stosie.  (…) Po wielu wiekach zaglądnął w te strony książę cieszyński, Kazimierz. Spodobała mu się ta okolica zasobna w zwierzynę, spodobała mu się opowieść o Biełce, najlepszej i najpiękniejszej tkaczce, która wolała umrzeć niż żyć w niewoli. I z polecenia księcia, w miejscu gdzie stało dawne siedlisko zbójeckie, zbudowano zamek służący jako letnisko. (…) Na jednej ze ścian tego zamku książę Kazimierz polecił uwiecznić postać przywódcy zbójców Bystrogniewa. W piwnicach zaś przechowywano olbrzymi głaz kamienny z wyrytą datą 1006.

Te ostatnie pamiątki starej legendy przetrwały do połowy XIX wieku. Potem przy trwającej przebudowie zamku, obraz herszta zbójników został zatarty. Nie zginęła jednak pamięć o tamtych czasach. Kazimierz, książę cieszyński zbudował przecież w pierwszych dziesiątkach lat XIII wieku zamek na wzgórzu. A odtąd w jego pobliżu rozrastać się zaczął gród warowny i rozrastało miasto Bielsko, które po legendarnej Biełce odziedziczyło umiłowanie pracy i wolności. (…)
na pdst. „Biełka” Władysław Bochenek, Kalendarz Beskidzki 1963
fot. ewolny Bielsko-Biała

Zobacz również:
Lato w mieście – Bielsko-Biała

Oraz:

Sztuka konwersacji, czyli ludzie listy piszą kryptonim cross

Rider_Lukas

Dziś kontrowersyjny temat, który niemniej decyduję się wrzucić, by uzmysłowić tym, którzy sobie z tego jeszcze nie zdają sprawy, że chyba prawdziwą przyczyną wszystkich naszych problemów jest nieumiejętność podejmowania jakiegokolwiek dialogu. Nieumiejętność przeprowadzania jakichkolwiek rozmów lub zrywanie tychże, przed dojściem do jakiegokolwiek consensusu i porozumienia, choćby typu „sprawa odwieszona na hak, do kiedyś.”

A przecież już Nathaniel Branden mówił, że aby stać się widzialnym, nie trzeba zgadzać się z kimś bezkrytycznie. Możemy wdać się w akademicką dyskusję i mieć w niej odrębne punkty widzenia, ale jeżeli tylko wykazujemy próby zrozumienia tego co mówi rozmówca, to nawet tkwiąc w sporze możemy czuć się ze sobą dobrze, bo będziemy dla siebie widzialni. Bo kiedy czujemy się widzialni, czujemy, że istniejemy w tej samej rzeczywistości, w tym samym świecie, na tych samych prawach. Kiedy tak nie jest, czujemy jakbyśmy tkwili w dwóch różnych światach – w tym lepszym i w tym gorszym. Jeżeli nie odczuwamy, że istniejemy w tej samej rzeczywistości, nie możemy się porozumieć jakbyśmy chcieli.

Dużo by mówić, ale każdy z nas wie, że to sztuka konwersacji otwiera zamknięte drzwi a nie szturm na nie. Dlatego przed nami list Rider_Lukas’a, który mając odwagę z nami na temat skądinąd barbarzyńskiego crossu polemizować, który mając w ogóle odwagę przyznać się, że to robi, nie tylko udowadnia, jak ważnym w życiu jest mieć cywilną odwagę, ale który przede wszystkim pokazuje, że ma jej wielkie pokłady… I właśnie w ten sposób, proszę,  spójrzmy na tę historię – ew

Powiem Ci, że coś się musi w naszym kraju zmienić, tzn. coś się musi zacząć dziać w związku z naszą sprawą. Przyznam się, że na szlakach jestem już bardzo rzadko, niekiedy jednak ulegam namowom grupy, ale nie czerpię z tego pełnej przyjemności… Widząc Was wszystkich takich złych, no po prostu też mi się to nie uśmiecha.

Ostatnio właśnie, jak mogłem pojeździć – była piękna pogoda, to szlaki były okupowane przez turystów. Miałem sytuację, że na drodze, w bardzo nieprzyjaznym miejscu była grupa 14 turystów, jako że jechałem pierwszy postanowiłem się zatrzymać, zgasiłem silnik – oczywiście mi się zebrało od razu, ale powiedziałem im wprost, że nie chcę ryzykować ich zdrowia, niech sobie przejdą bezpiecznie i będzie po problemie, nie szukam kłopotów – przeprosiłem. Po pewnym czasie jednak wywiązała się między nami bardzo miła rozmowa. Byli to turyści ze Śląska, których trochę zdziwiła moja reakcja, zachowanie. Mówią, że ich to denerwuje – chociaż niekiedy jak jeden motor przejedzie, to jeszcze ujdzie, po części nas zrozumieli. Jak wypowiadałem się na forum – te kilka miesięcy temu, ja naprawdę pragnę consensusu. Ci ludzie też chcą go osiągnąć, jednak przyznaliśmy sobie rację, w jednej kwestii – coś trzeba z tym zrobić. Nie chodzi o rozwiązanie typu – nas wystrzelać i po problemie. Tylko nasza gmina niech wybuduje nam tor – to wiele zmieni. A nie jest to droga inwestycja, wystarczy, że odstąpią kilka hektarów ziemi, dadzą zgodę na budowę i niech to nawet będzie płatne. Chętnie zapłacę te 20 zł za karnet na weekend i wyjeżdżę się maksymalnie.

A co u Ciebie? Czy miałaś jakieś niemiłe spotkania z moimi „kolegami”? Użyłem „” ponieważ, nie popieram kolegów, którzy czerpią satysfakcję z potyczek z turystami. A może jakieś milsze wspomnienia?

No cóż, tak czy siak – pozdrawiam. I naprawdę przepraszam za parszywych „kolegów” … :(

Zniszczenia po wyrębie i drogi stworzone w środku lasu przez drwali:

My też jesteśmy ludźmi:

fot. Rider_Lukas

Tatry z Pradziada kryptonim Skrzyczne

Unikalne zdjęcia z Pradziada, bo z Tatrami odległymi o 240 km i… Skrzycznem. A wszystko pod pierzynką inwersji:

Skrzyczne, Babia Góra (zaraz obok z lewej) i Pilsko z Mechami (z prawej strony kadru):


fot. Mateo Pradziad, Jeseniky, Sudety Wschodnie
www.dalekieobserwacje.eu
Zobacz również:
Wyprawa inwersyjna – Tatry z Pradziada

Pradziad ze Skrzycznego


fot. Rafał K.
www.dalekieobserwacje.eu

Dalekie obserwacje

Dalekie obserwacje są – bardzo, bardzo bliskie,
Bo w nieskończoność wtapiają się, kiedy o tym myślę.
Bardzo, bardzo bliskie – dalekimi się stają,
Bo w nieskończoność własną, również się wtapiają.
Ta nieskończoność wciąż ciszą pulsuje,
„Ona Jest” –  z niej tworzysz, z niej budujesz.
Ja Jestem

Podobno 1580 kilometrów od Moskwy – przystanek Klimczok

Jak w tytule, korzystając z prawdziwej złotej, polskiej… zabieramy pieska w teczkę i jedziemy na wycieczkę. Bo  Klimczok (1117) leżący w Beskidzie Śląskim to kolejna (wg wzrostu) górka po Koziej, Dębowcu i Szyndzielni,  którą nie tylko bielszczanie wykorzystają jako cel niezbyt wyczerpujących wycieczek.

Widok z Klimczoka, w tle jego schronisko:


Na górę Szyndzielni (1028) w stronę słońca, wwiozła nas kolejka, z której widoki na bosko pomarszczony zielonkawy dywan, porozsypywane w dole białe kosteczki domów, romantyczną wstęgę smogu oraz coraz dalej i coraz mniejsze, znikające zarysy trudów dnia codziennego..


Refleksje? Okazuje się,  że na próżno w beskidzkich lasach szukać purpurowej jesieni Monsieura –  naszym liściastym talarkom jednak zdecydowanie bliżej do szczerego złota niż czerwonej miedzi. Również niestety na próżno, dokonywać ze szczytu Klimczoka  dalekich obserwacji – niebo zostawmy lotnikom.  Za to nieoczekiwanie łatwiej jest tu o…  gustowne obozowisko – dwa styropianowe, mysią popielą malnięte łóżka, takież ławeczki, stoliczek, wrzosowy skalniaczek i sztuczny kwieć – a wszystko to z widokiem na przepastną dal… Zaległam i uwierzcie, każdy z Was natychmiast śpi.

Okazuje się, że łatwiej tu również o wrzosy zasadzone w skalniaku ludzką ręką, niż nawet skąpo rosnący dziki kwiat.  Fiolet wypatrzony w jednym jedynym, maleńkim poletku borowin jest tak rachityczny, że niewidoczny nawet na zdjęciu! :(


W to złoto, w te brązy i żółcienie, świetnie wtopiona nasza towarzyszka Kaja, przechrzczona przez maleńką, może trzyletnią dziewczynkę na Piesek.


Bo sporo ( jakby stale więcej) jest na szlakach maleńkich dzieci, nie tylko w coraz wymyślniejszych nosidełkach, ale i maszerujących z maleńkiego, trekkingowego buta lub cisnących na niewiele  większych górskich rowerkach – serce rośnie na myśl o wykluwającym się nowym pokoleniu  (niekoniecznie śnieżnych), pazernych na aktywne życie Panter, na widok tak spędzających czas młodych rodzin, na widok tak polegujących na stokach zakochanych… Ech, szlakiem na Błatnią dochodzimy do rezerwatu buczyny.


Oprócz takich wyjątków jak ta zgrabna buczynowa aleja, nasze lasy są jakby rozczochrane, nieuczesane, potargane przez wiatr niczym włosy dziewczyny wychodzącej z siana.  Wracamy – znowu udało się dotknąć słonka i chmur…

I może jeszcze tylko na koniec – pamiątkowy wagonik starej kolejki:

fot. ewolny Beskidy

Koniaków Ochodzita kryptonim stringi

Do Koniakowa na Ochodzitę pojechałam po tą -> PANORAMĘ. Z Bielska-Białej wyjechałam z przepięknym słonkiem i wróciłam ze słonkiem nieśmiałym – niestety, pomiędzy  słonka nie było. Zresztą nie tylko słonka: nie było Ewy,  nie było koniakowskiego koniaku  ani kaktasiego juhasa, nie było też powrotnego PKSu do domu, za to były czerwone koniakowskie stringi i  niebieski szlak na… Zwardoń.

z Ochodzity
Dzień zaczęłam z książką na kolanach i dwóch wspaniałych godzin PKSem przez pętlę beskidzką, przez  Skoczów, Ustroń Polanę, Wisłę, Kubalonkę, Istebną, przez szeroko rozumiane Beskidy. W Korbielowie wysiadłam na przystanku Ochodzita, skąd tylko 10 marnych minut betonowym chodniczkiem wyniosło mnie na 895 m n.p.m. Byłam na szczycie Ochodzity, skąd nie tylko rozległa panorama Beskidów, a przy dobrej widoczności nawet Tatr, ale i możliwość kupienia koniakowskich stringów! Bez popytu nie ma podaży – koniakowskie koronczarki elastyczne są.


z Ochodzity
Obeszłam cały szczyt Ochodzity, a razem ze mną imponujące stado owiec i skromna para kaczek:


z Ochodzity
Widoki były przewspaniałe nawet przy tak mizernej pogodzie. Niestety mocno wiało, więc wreszcie zeszłam na szosę, skąd  jeszcze tylko parę kroków pod Koczy Zamek (847 m n.p.m) – nie tak spektakularną górkę jak Ochodzita, za to z cudowną legendą:

Uwagi na marginesie - Koci Zamek:
Na starych mapach austriackich widnieje nazwa Koczy Zamek. Tam gdzie wg legendy stał dwór ze szczytu można zobaczyć Tatry przy dobrej pogodzie. Sprzedają tu również koronki oraz stringi koniakowskie. Według tradycji stał w tym miejscu zamek węgierskiego grafa Kocsiego. Ponoć wbrew woli ojca pojął on za żonę piękną koniakowską góralkę. Ojcowscy słudzy młodą oblubienicę uprowadzili i z nadmiaru gorliwości pozbawili życia. Zrozpaczony graf uśmiercił swego rodzica i w wyniku tych przeżyć oszalał, puścił z dymem swój zamek, a sam przepadł bez wieści. Pewien organisty z Rycerki Górnej, śp. Czaniecki St. opowiadał mi kiedyś, że nazwa Koci Zamek pochodzi od tego, że z tej strony mieszkają wyznawcy prawdziwej wiary, a z tamtej strony kociej wiary – Psi Ząb

Na Kocim Zamku:

Zobacz więcej:
www.kazir.blog.onet.pl

Niestety, nie zrobiłam jej zdjęcia, ale od czego są przyjaciele?! Nie było tabliczki i nie sądziłam, że jest to ten mizerny wzgórek… prawie, że na parkingu! Koniaków to bardzo wysoko położona wieś.

Decyduję się na pieszą przebieżkę przez górki na PKP do… Zwardonia.


na szlaku
Z obiecywanych dwóch godzin szlakiem, robią się szybko trzy, ale i tak, mimo jeszcze dwugodzinnej jazdy pociągiem,  kuternoga w domu jest o kilka godzin wcześniej oraz bogatsza o przewspaniałe widoki z Sołowego Wierchu (848 m n.p.m.), a także świadomość, że jest bardzo, ale to bardzo odporna na ból – ew

widok na Koniaków i Ochodzitę
z Sołowego Wierchu


z Sołowego Wierchu
fot. ewolny Beskidy

Babia Góra kryptonim dalekie obserwacje

Dalekie Obserwacje

Panorama Beskidów z Gliwic – 101 km do Babiej Góry, 97 km do Pilska, 84 km do Lysej Hory:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=294

Babia Góra z Chełmu Śląskiego – odległość 64km:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=269

Babia Góra z Buska-Zdroju – do Babiej Góry  133 km, do Sokolicy 131km:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=4411

Babia Góra widziana z Sosnowca „Pylonu” – odległość 77 km:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=4455

Babia Góra i Tatry z Gotartowic (Rybnik) – do Babiej Góry 84 km, do Łomnicy 150 km:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=997

Babia Góra z hałdy w Katowicach Murckach – odległość 77 km:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=266

Beskid Żywiecki z Kopca Piłsudskiego w Krakowie – do Babiej Góry 59 km, do Pilska 70 km, do Romanki 70 km:

Zobacz więcej: http://www.dalekieobserwacje.eu/?p=4447

Pilsko, czyli trekking z Nordic Walking

Uzgodniliśmy już, że każdy ma swoje Kilimandżaro… cel połączony z marzeniami. Nierealne pomysły,  które gdy tylko  mocno w nie wierzymy z czasem mogą nabrać  realnych kształtów. Bo Kilimandżaro to nade wszystko świadomość, że warto mieć te marzenia i wytyczone przez siebie cele. Mocna wiara w to, że kosztem dużego wysiłku i wyrzeczeń można czasami zrealizować coś pozornie nierealnego budząc w sobie duszę wojownika. Warto chcieć, a wtedy i siły się znajdą, i sposoby, nowe metody lub gotowe rozwiązania oraz… zawsze można napotkać na swej drodze życzliwych ludzi chcących dopomóc „wspiąć się”… To prawda.

Ale jeśli zapomnieć na chwilę o tej analogii do życia… i mając na uwadze raczej góry, to Pilsko (1557), właśnie nam na takie Kilimandżaro wyrasta. Jakby zamknięty Sezam się z nagła otworzył i wraca się tam stale i znów co najmniej lajtowo. Tym razem szlak, ten sam co poprzednio, zielony z Korbielowa Kamiennej:


Przez Halę Miziową (1300):


Na Pilsko (1557):


Aura jakby bardziej niż sprzyjająca, a kijki od taty więcej niż przydatne – złamany kręgosłup nie zabolał, a skręcona noga zapomniała, że boli. Zresztą kijkami już jakby całe Beskidy stoją – prawie każdy, w dodatku bez względu na posturę, tuszę i wiek, wspina się jednocześnie uprawiając nie tylko trekking, ale i… Nordic Walking. To świetne.

Uwagi na marginesie – czemu służy Nordic Walking:

* angażuje mięśnie klatki piersiowej, tricepsy, bicepsy, ramion i brzucha, co prowadzi do większego ich wzmocnienia
* rozwija się siła i wytrzymałość ramion
* łatwość wchodzenia na wzgórza
* spala się więcej kalorii niż przy normalnym chodzeniu
* zwiększa się stabilność przy chodzeniu z kijkami
* jest mniejszy nacisk na piszczele, kolana, biodra i plecy (kręgosłup)
* odciążone są stawy, co jest szczególnie ważne nie tylko dla osób starszych

fot. ewolny Beskidy

Stara Wieś

Nazwę tą nosi ponad 400 miejscowości w Polsce, ale nasza Stara Wieś, leżąca w województwie śląskim (powiat bielski,  gmina Wilamowice) jest naprawdę wsią starą. Pierwsze wzmianki o niej, pochodzą  bowiem już z XIII wieku, a w 1444  roku po raz pierwszy użyto tej właśnie nazwy, która funkcjonuje do dziś. Wieś założyli przybysze z Europy Zachodniej  nazywając ją Wilhelmsdorf, ale w XIV wieku właścicielami wsi zostali rycerze Bibersteinowie, którzy z biegiem czasu zmieniając nazwisko na Starowieyscy, stworzyli Starą Wieś.


Liczne stawy hodowlane
W dolinie tej malowniczej wsi, znajduje się ciąg stawów rybnych, a oprócz tego przepływa rzeka Skowronka. Poza tym wieś ta posiada kilka punktów widokowych, z których rozpościera się pejzaż górskiej okolicy – dłuugi łańcuch Beskidu Małego i Śląskiego.

Jednym z punktów obserwacyjnych jest tzw Biała Glina (306 m. n.p.m.), na której od 2000 roku stoi krzyż jubileuszowy (33 m).  I właśnie on był głównym powodem mojego wyjazdu do Starej Wsi.


Otóż na www.beskidmaly.pl znalazłam komentarz Damiana Markiela, który napisał:
-„Być może ciekawy okaże się fakt, iż jubileuszowy krzyż na Hrobaczej Łące stanowi jeden z wierzchołków trójkąta równobocznego, dwa pozostałe to jubileuszowy krzyż w Starej Wsi oraz krzyż na 3 Lipkach w Bielsku Białej. Co ciekawe, to nikt wcześniej nie planował rozmieszczenia krzyży w takim układzie, tzn w równych odległościach od siebie – 11,5 km”.

Dopiero wróciłam  z Hrobaczej Łąki, a magiczne  Wzgórze Trzech Lipek już było tu opublikowane. Brakowało zatem tylko tego trzeciego elementu tajemniczego trójkąta – krzyża ze Starej Wsi.

I niespodziewanie ta odległa raptem o 26 km od Bielska-Białej wieś, okazała się być nie tylko rzeczywiście starą (XIII w.), ale przede wszystkim nieprawdopodobnie klimatyczną – na wskroś polski zakątek.


Na końcu drogi przydrożna kapliczka
Masa  barwnych stawów hodowlanych, wzgórza i pagórki pełne tłustej, żyznej ziemi, bogatych w uprawy pól, liczne ptactwo, wszechobecna zieleń, błękit nieba, biel obłoków a na szlaku… zabytki architektury drewnianej.

Drewniany kościół (1522)

Stara szkoła

Uwagi na marginesie - zabytki:
* Drewniany kościół parafialny pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego z 1522 roku. Jest on jednym z nielicznych, tak starych zabytków sakralnych w najbliższej okolicy. Ponadto w jego wnętrzu zwraca uwagę obraz „Ukrzyżowanie” należący do tryptyku z początku XVI wieku. Kościół znajduje się na szlaku architektury drewnianej woj. śl.
* Dwór w Starej Wsi Górnej
* Stara szkoła
* Trzy kapliczki z I połowy XIX wieku oraz krzyże przydrożne i budynki drewniane z charakterystycznymi szczytami


Czy tajemnicą tajemniczego „krzyżowego trójkąta”, nie jest aby zwyczajna… WYJĄTKOWOŚĆ tych miejsc?
fot. ewolny Stara Wieś
Zobacz również:
- Stare Bielsko – Wzgórze Trzy Lipki
- Hrobacza Łąka kryptonim jogging