Archive for the Category » Góry ✔ «

Wielka Rycerzowa

Prawdziwą  klamrą spięłam ten szczyt – dziś doszłam bowiem do miejsca, z którego poprzednio (m.in. po wywrotce) zawróciłam.  Podróż  z Bielska-Białej do Rycerki, następnie szlak przez Przegibek był długim i wyczerpującym trekiem,  dodatkowo w nowych butach, dodatkowo zakończony nerwowym  autostopem… Bywa, że zwyczajnie zabraknie dnia, by przed zmierzchem móc wrócić.  Logistyka zatem.


w drodze do Rajczy

Dlatego dziś, na  graniczną Wielką Rycerzową słow. Rycierova Hora (1226), udałam się w innym składzie i inną trasą… more »

Polska z lotu ptaka – regiony

Dziś ponowne spotkanie z wybiórczo wybranymi zdjęciami, z przebogatej wprost kolekcji Jacka Marii Jelińskiego. I ponownie jak w tytule… Już się przekonaliśmy, że Polska z góry jest nie do poznania, bo… czerwona! Tradycyjnie dziękując za udostępnienie zapraszam na stronę autora: www.zlotuptaka.eu

A my? Polska z góry jest… zielona!

Wszechobecna zieleń –  nabrzmiała, pachnąca, soczysta – poprzecinana lazurem niebiesich wstęg, chabrowych oczek, poszatkowana żółcią rzepaku i złotem rżyska.  Od Tatr do Bałtyku – przewspaniały wprost kawałek, że aż się rozumie zaprzeszłych najeźdźców,   że aż nie dziwi i najazd współczesnych – na  żuławskich ścierniskach… UFO!  – że aż się chce „ukochany kraj, umiłowany kraj…”.

Beskidy – Jezioro Żywieckie. W tle – Góra Żar:

Bielsko-Biała, po prawej Magurka.. ech:

more »

Polska z lotu ptaka – pałace i zamki

Dzięki uprzejmości  Jacka Marii Jelińskiego, oto kilka jego zdjęć – jak w tytule… Okazuje się, że z góry wszystko wygląda inaczej. Inaczej  tak, że nie poznałam nawet swej… Pszczyny! Wszystkich chcących  sprawdzić  znajomość topografii, na swoich znajomych terenach,  zapraszam na istną skarbnicę podobnych ujęć, na stronę autora: www.zlotuptaka.eu

Polska z góry jest… czerwona!

Wiśnicz – oficjalnie Nowy Wiśnicz i tak nazywają ten zamek. Stare domy rysował Matejko:

Pałac w Otwocku Wielkim:

Czersk – Królowa Bona założyła tu jeden z pierwszych ogrodów z włoszczyzną:

Janowiec – naprzeciwko, po drugiej stronie Wisły, Kazimierz Dolny:

Ale i tak znany i lubiany Chrisa Sandomierz…

…oraz Niedzica:

I jeszcze Przemyśl:

Szczytno – J. Wielkie i J. Małe, ta zielona woda to niestety dowód na taką sobie gospodarność miejscowych: przenawożone pola i/lub wylewanie szamba:

Reszel:

Toruń:

Zamek krzyżacki w Gniewie, wybudowany w gniewie?

Rogóźno blisko Grudziądza – siedziba komtura w latach 1285-1333… To co z zamku zostało, czyli wieża i pozostałości murów jest w bardzo dobrym stanie, czyżby dlatego, że w prywatnych rękach?

Na koniec wspomniana Pszczyna…

Oraz? Pana Wiesława zamek w Liwie nad Liwcem:


fot.  Jacek Maria Jeliński
www.zlotuptaka.eu

Zdjęcia pobrałam z FB – Polska z Lotu Ptaka – jak również ich opisy – szczątkowe fragmenty komentarzowych rozmów. Nie ja jedna jestem zauroczona  tą pasją autora, i razem z wszystkimi widzę już cykl jego zdjęć, w postaci wydanych albumów. Póki co, szczęśliwie korzystając z zezwolenia, chciałabym  pokazać jeszcze na ecodniu „regiony” – Polskę zieloną, a także… „ciekawostki” – ewolny

Zobacz również:
- Polska z lotu ptaka – regiony
- Polska z lotu ptaka – ziemia

Beskidy w deszczu…

Czy z daleka lepiej widać, że i Paweł Yaho mówi „O Mamo! Chcę tam być – nawet w deszcz!”? Nie…  nie myli się – Beskidy w deszczu, w oparach mgieł, lśniące i skrzące to właśnie  to:

Prognoza pogody „w ten weekend będzie 30 stopni –  w sobotę  15  i w niedzielę 15″ nie sprawdza się, było mniej.  Jednak obietnice trza dotrzymywać –  umowa to umowa. Dlatego mimo ostrych protestów szybki skok na drugą stronę zaokiennej góry – widok z Przegibka: more »

O Pieninach słowa trzy

O Pieninach można godzinami,  można i w słowach trzech. Oto co mówią nam przepastne przewodniki – w paśmie wapiennych gór Pieniny, przeciętych przełomową doliną Dunajca, w 1954 roku został utworzony Pieniński Park Narodowy. Tu na małym obszarze skupiła się niezwykła różnorodność biologiczna, rozmaite formy rzeźby terenu oraz bogate dziedzictwo kulturowe. Położone na granicy Karpat Wewnętrznych i Beskidów, są fragmentem długiego, bo około 600 kilometrowego pasa skałek wapiennych, ciągnących się łukiem od Bratysławy po Marmarosz w Ruminii. Dzielą się na trzy człony: Pieniny Spiskie z Niedzicą, Pieniny Właściwe od Niedzicy i Czorsztyna po Krościenko i Szczawnicę, oraz Pieniny Małe na wschód od przełomu Dunajca. Pieniny to miniatura gór wysokich, niewątpliwy klejnot polskiego krajobrazu, będący swoistym bonzai. Najwyższy szczyt Pienin -Trzy Korony (982 m n.p.m.), swą nazwą przywodzi na myśl trzy miejsca, które koniecznie trzeba, będąc tu odwiedzić.


fot. Tomek spływ Dunajcem

Niewątpliwie największą atrakcją Pienin są wycieczki Przełomem Dunajca, które od lat cieszą się dużym zainteresowaniem turystów. Przełom Dunajca uważany jest za jeden z najpiękniejszych zakątków nie tylko w Polsce, dlatego też stanowi pomnik przyrody o światowym znaczeniu. W okolicach spływu znajduje się kilka urokliwych miejsc, związanymi z legendami. Na przykład na początku przełomu, gdzie koryto Dunajca jest węższe, znajduje się Skok Janosika, a rzeka, mająca tu szerokość zaledwie 10 metrów, osiąga głębokość 12 metrów. Po drodze mijamy  Siedmiu Mnichów, położone na zboczu Holicy (828 m) wysokie na 80 metrów wieże skalne. Wreszcie pod koniec spływu pod skałą Sama Jedna, zobaczymy tryskające źródło krasowe Stuletnia Woda, źródło nie zamarzające nawet zimą. Podanie głosi, że ten, który się z niego napije, dożyje stu lat.


fot. Monia z Sokolicy

Korzystając z przewoźnika i łodzi, spływając ze Szczawnicy Dunajcem, dostaniemy się na szlak wiodący na Sokolicę i wspomniane Trzy Korony. Trud wspinaczki na Sokolicę (747 m. n.p.m.) szlakiem, zabezpieczonym metalowymi poręczami, wynagradza wspaniały widok na przełom Dunajca, Pieniny Środkowe, Małe Pieniny, Magurę Spiską, Tatry Bielskie i Tatry Wysokie. Wstęp na oba szczyty jest płatny, bilet upoważnia do wejścia na drugi szczyt w tym samym dniu. Znakiem rozpoznawczym Sokolicy, jest reliktowa sosna pod samym szczytem – kolejne swoiste bonzai.


fot. Kinga Niedzica

Tak jak największą atrakcją Pienin są wycieczki Przełomem Dunajca, tak najpiękniejszą i najbardziej osobliwą legendą tych stron, jest ta o Białej Damie, księżniczce Uminie, strzegącej skarbu Inków. Ten pięknie położony nad Dunajcem okazały zamek, stoi na wysokiej skale (566 m n.p.m.) ciesząc wzrok swą wapienną bielą. Archeologiczne ślady dowodzą, że w postaci drewnianej strażnicy, stał tu już od XIII wieku. Razem z sąsiadującym czartoryskim, tworzą typowe orle gniazda:


fot. Paweł Yaho Niedzica

Z dwóch tarasów widokowych rozciąga wspaniały widok na Pieniny, zaporę, zamek czorsztyński a nawet Tatry. Niestety nie ma wejścia do większości zamku dolnego z dwiema basztami, ponieważ ten obszar jest użytkowany przez Stowarzyszenie Historyków Sztuki oraz hotel. W sezonie do zwiedzania możliwy jest jeszcze spichlerz ze sztuką ludową Spisza, a jedną z ciekawostek jest fakt, że pod zamkiem górnym znajdowało się więzienie, w którym podobno więziony był  nawet Janosik – jeszcze dziś można zobaczyć tam dyby – ew

Góra Czterech Wiatrów, po prostu

(…) Milcząc wracali pod górę, tylko motorek wyciągu transportowego warczał monotonnie. Już widać maszt na szczycie z bezwładnie opuszczoną flagą. Wiatru nie ma… I nagle w sercu Józka obudził się dojmujący żal za lotem, którego nie było, za zwycięstwem, którego nie dane mu było odnieść. Weszli na szczyt i wtem… poszum przebiegł przez las, drzewami wstrząsnęło drżenie. Na ścieżce wiodącej do domu uniósł się tuman kurzu. Flaga zatrzepotała, wypełnił się powietrzem pasiasty „rękaw” na hangarze i jego wyciągnięte ramię wskazało północ. Wicher dął z południa, uderzając gwałtownie o szczyt, wyrywał Weihe z rąk, zmuszał drzewa do bałwochwalczych ukłonów.
– Waja na start! – krzyknął instruktor odwracając się, na chwilę zawiesił głos i… dodał głośno, stanowczo:
– Józek, do maszyny!
Radość jak nikłe światełko rozbłysła w smutnych oczach pilota. Teraz już sam z pośpiechem wkładał kurtkę, pomagał zapinać pasy.

Weihe wyprysnęła na start, ale wiatr jakby igrał z pilotem, bo przycichł znów. „Rękaw” co prawda wydymał się jeszcze, ale co chwila opadał, przełamany w połowie. Józek jest znów nad przełęczą, szybowiec traci na wysokości, opada niżej, nadlatuje nad Wzgórze Miniera, ale niemal muska podwoziem czubki drzew. Oczy wszystkich mieszkańców Góry towarzyszą mu, jak gdyby siłą spojrzenia chcieli podtrzymać maszynę, jak gdyby od tego lotu miała zależeć Józkowa przyszłość.  Słońce zaszło. Mała, ruchoma sylwetka Weihe jaśniała nad lesistym pasmem Wzgórza Miniera. Ale czy długo potrafi utrzymać się Józek przy takim wietrze?

Pilot myślał o tym samym spoglądając w dół, na zielone morze drzew, rozpościerające się pod szybowcem. Dolinę wypełnił błękit – jak daleka woda za mgłą. Tuż pod Weihe sterczą czubki jodeł jak zielone gwiazdki, niżej – szerokie gałęzie. Na horyzoncie zamigotały pierwsze żółtawe światełka w niewidocznych domach, na niebie rozbłysły blade jeszcze gwiazdy. Wierzchołki drzew powoli poczęły się stapiać w jedno z kosmatą zielenią gałęzi. Zapadał mrok.

Józek z uwagą śledził zegary, z których mżyło zielone światło. Zapomniał już o tym, że nie chciał lecieć, że w pierwszej chwili miał zamiar odmówić instruktorowi, i tylko prośba w oczach przyjaciela zmusiła go do odpowiedzi: „dobrze, lecę…”. W tej chwili stało się ważne tylko to, żeby się utrzymać nad wzgórzem, nie pozwolić, aby warunki zmusiły do lądowania. Jedno okrążenie tuż, tuż nad drzewami, drugie, trzecie… naraz strzałka wariometru drgnęła, poruszyła się ku górze. Szybowiec „miał wznoszenie” – 3 metry na sekundę. Wysokość poczęła wzrastać: 50… 100… 150… Wiatr dął teraz równomiernie i jakby przezwyciężony uporem pilota, pokornie podtrzymywał szybowiec, unosił go coraz wyżej na ugiętych falach powietrza. Józek rozejrzał się. Gdzież jest niebo, a gdzie porzucona ziemia? Gwiazdy są nad nim i gwiazdy błyszczą w dole. Jest zawieszony w środku granatowej, rozgwieżdżonej kuli.

Mijały godziny. Weihe, prowadzona znakami zegarów, zataczała ósemki nad lesistym wzgórzem, gdzie błyszczały światła latarń, wskazujące trasę lotu. Znużenie ogarniało pilota. Wstrząs, jakiego doznał po przeczytaniu listu donoszącego, że stracił całą rodzinę, bezsenne noce – nadwątliły jego siły. Sam nie wiedział, że pochyla się nad tarczą zegarów, usypia w ciszy, której nie mąci żaden głośniejszy dźwięk.

Wydawało mu się, że wyrasta przed nim jakaś potężna brama. Nie może jej minąć, musi przelecieć przez nią. Nie wie dlaczego, ale musi. Leci więc naprzeciw, ale brama zwęża się, staje się tak wąska, że nie przez nią dwuskrzydła Weihe. Pomimo to mknie naprzód i dech mu zapiera myśl, że za chwilę szybowiec roztrzaska się o mury bramy.

Obudził się jak od nagłego wstrząsu. Dokoła ciemna noc. W dole za nim pozostało ostatnie światło latarni. Trzeba zawracać. Przyjaźnie mrugają zielone światła zegarów: wszystko w porządku – zdają się mówić – wszystko w porządku, lecimy dalej!
– Byle nie zasnąć – powtarza Józek przez zaciśnięte zęby.
Ta cisza aż dzwoni, ta cisza tak usypia. Ale wytrzymaj! Czeka cię przecież to samo w życiu: ciemna noc dokoła. Nikogo obok. Jesteś sam.

Zgasły dawno światła w dalekich domach. Na ziemi leżała aksamitna, przytulna ciemność. Może wylądować? Po co krążyć bez celu w tę bezksiężycową noc, po co zmuszać siebie do skupienia? Czyż nie wszystko jedno, co się z nim stanie, skoro jest tak bardzo, tak okrutnie sam. Lepiej wylądować! Byle gdzie. I mieć nareszcie spokój.

Skierował maszynę nad szczyt. Jeszcze raz, bodaj poprzez mrok, spojrzy na Górę Czterech Wiatrów tak bliską mu i kochaną, na której przeżył wiele dobrych dni wierząc, że przeszłość wróci. Wychylił się z kabiny. Na zasnutym mrokiem lotnisku błyskały kwadratem zapalone światła. Pośrodku świeciła litera „T”, wskazując mu kierunek wiatru. Od oświetlonych okien domu kładą się na szczyt smugi światła. Jak rój świętojańskich robaczków migocą zapalone latarki. Wszyscy wybiegli przed dom i dają mu znaki. Czuwają wraz z nim ci, o których zapomniał, przejęty własnym bólem, pochłonięty myślami o przeszłości. Przebywał z nimi „tymczasem”, szkolił ich z obowiązku. A przecież co wieczór ich ręce splatały się w „braterski krąg”, który zamykał się nie tylko nad jego samotnym sercem, ale nad całym krajem, obejmował sobą – wielki świat. bez słów pomagali sobie wzajemnie, bo każdy czuł jedność gromady połączonej bezinteresowną, rozumiejącą miłością. Nie jest sam!

Może na zakręcie oczekuje na niego ktoś jeszcze słabszy, nieszczęśliwszy niż on. Nie jest sam, nie jest niepotrzebny i dopóki żyje, nie wolno mu wymykać się samolubnie z braterskiego kręgu. To co człowiek czuje, jest jego prywatną własnością, ale to, czego potrafi dokonać, może się stać sprawą ogółu, może nawet całej ludzkości. Nie jest sam. Musi opanować swój ból. Musi iść naprzód. Józek zawrócił nad wzgórze. (…)
M. Kann
Góra Czterech Wiatrów
fot. Janek Góra Żar, Beskid Mały

Tresna

Otóż pamiętać należy, że malownicza Góra Żar i nie mniej malownicze obie zapory, w Porąbce i właśnie ta –  Elektrownia Wodna Tresna, zbierająca wody Soły i wykorzystująca naturalny przepływ Jeziora Żywieckiego – czemuś służą, tylko pozornie szpecąc krajobraz:

Pozornie, bowiem kaskada na rzece Sole – i w weneckim lustrze można sprawdzić sobie… makijaż:

A tak poważnie, można się przejrzeć w lustrze przepastnej wody:

Po czym na widnokręgu sprawdzić, czy jeszcze stoją góry, bo parafrazując „tyś jest jezioro moje, niczego mi nie brak” – I Love Mountains:

A od 9 -19 stej, można w 45 minutowy rejs stateczkiem, właśnie po ten spiętrzony horyzont,  za raptem 15/10 złotych – płynęłam, polecam – z wody naprawdę  lepiej czuć, lepiej  widać:

Nie znam piękniejszego zakątka niż właśnie ten. Miłości moja, w każdej porze roku codziennie inna, zmieniająca swe sukienki niczym płatna dziewczyna. Dziś twa  przejrzysta woda upstrzona błękitem nieba, między którymi wielkie ryby, i nowe błyszczące tym samym błękitem rowery. Okolonaś nie tylko nabrzmiałymi od zieleni drzewami, ale i dojrzałymi jak scałowane usta… poziomkami – trudna kochanka, by pojąć ten ogrom samotnie – ew


fot. ewolny Tresna

Wśród Skał Adrszpasko-Cieplickich

Wśród Skał Adrszpasko-Cieplickich, czyli przekraczając bramę do Narnii:

Skały Adrszpasko-Cieplickie są masywem górskim, położonym w Sudetach Środkowych. Ten będący fragmentem Gór Stołowych czeski masyw, zbudowany jest z górnokredowych piaskowców. Cały teren masywu leży w granicach rezerwatu przyrody, stanowiąc atrakcję turystyczną Czech, znaną i u nas pod nazwą Skalne Miasto:


fot. Tomek Czechy

Porąbka

Mój zaokienny lekarz, to nie tylko Międzybrodzie ze swoją Górą Żar, Czernichów z zabytkową dzwonnicą, czy Kobiernice ze swoimi średniowiecznymi ruinami na Wołku, ale również… Porąbka.

Ze swoim mostem na Sole, przypominającym łódź Wikingów, wprowadza nas w urok i piękno tej części Beskidów:

W niej uwielbiam wstępować na sobotnie targowisko. Gdzie nie tylko można kupić gustowny kapelusz na górskie przebieżki, albo jak dziś szykowne różowe trampki, ale przede wszystkim można poczuć delikatny klimat wsi. „Panie, dobre to ziarno, bo to dla gołębi”. I rzeczywiście, można tam kupić nawet gołębie:

Ale i króliki, kaczki, a przede wszystkim kury – 20 złotych  za szczęśliwą kurę znoszącą pozytywem naładowane jaja,  to naprawdę mało. Bo czym się różni kura w klatce od kury w klatce? Ano poziomem szczęścia, bowiem jedna spędzi w niej całe życie, druga tylko czas, w drodze do swojego nowego domu. Są piękne:

Tak jak jest piękna  kaskada na rzece Sole – zapora:

I nieśmiało rozpoczynające swój sezon, monstrualnych rozmiarów płócienne łabędzie:

Podczas, gdy  niebo od dawna penetrowane przez stalowe ptaki dogłębnie – dziś nad Bielskiem samolot, który uciekł z kadru, z szarfą - PODBESKIDZIE EKSTRAKLASA!


I to jest piękne – ewolny
fot. ewolny Porąbka

Zobacz również:
Porąbka – film

Kozia Góra

W piątą rocznicę zdobycia przez Martynę Wojciechowską Mount Everestu, Niuniek zdobył… Kozią Górę (686) – przecież „nie od razu Kraków zbudowano”. Za to nawet z tej wysokości miasto wygląda zupełnie inaczej, nie tylko monumentalna Magurka jest na wyciągnięcie ręki, ale i obłoki, a nowa obwodnica sunie się wokół masywów niczym srebrny zaskroniec:

 

Mam nadzieję na super „sparing” partnera:

fot. ewolny Beskidy

Zobacz również:
Kozia Góra, czyli kamień na kamieniu