Ost. Komentarze
Publikacje Losowe

Wspieranie alpinizmu polskiego – wersja angielska

Artur was a good mountain climber. He was raised in the Krakow-Czestochowa, Jurassic area. 7 years ago he was climbing a mountain and his partner lost his footing and fell over the edge. Arthur, instinctively, tried to save him by grabbing hold of him. The weight of the climber torn tendons in his arm and […]

Translate
Wsparcie www
stat4u

Archive for the ‘Góry ✔’ Category

167879_135812356481050_1974880_n- Zarys zdobywania jaskiń jurajskich i tatrzańskich

Do Jaskini Zimnej powracaliśmy jeszcze dwukrotnie, aby zaliczyć jej główny ciąg. Przy kolejnej wyprawie mamy szczęście – jest sucho i bez problemu przewspinujemy  skalny próg. Przechodząc dalej ciąg korytarza o ładnych naciekach, dochodzimy pod system kominów zwanych  Czarny Komin. Kominy wymagają czujnej wspinaczki – ze względu na kombinowaną asekuracje: pętelki o stalagmity i ucha skalne. Obecnie jest tam bezpieczna stała asekuracja z kotew. Za tamtych czasów każde miejsce wspinaczkowe było pokonywane na asekuracji własnej. Komin składa z trzech części poprzedzielanych półkami – najtrudniejszy był startowy pierwszy próg. Wspinaczka kominami bardzo nas zachwyca, dając powera podnieca. Jest mokro, wspinamy w korkerach – stoją o dziwo bez poślizgu. Pamiętam był taki manewr zasługujący na cwaną sztuczkę. Stojąc na dobrym stopniu trzeba było zamachnąć i zarzucić lasso wyżej na stalagmita. Za którąś kolejną próbą ten indiański chwyt udał, otwierając – po wciągnięciu na rękach – dalej drogę w wyższe partie komina. Urobiliśmy zadowoleni kominy, w którym trafiły iście wspinaczkowe trudności.

Przeszliśmy jeszcze znaczny kawałek głównego ciągu korytarzy, wszystko ładnie porzeźbione o zaskakujących naciekach.  Pomału trzeba było wracać z powodu światła, robiąc tak oszczędnie by nam starczyło na powrót. Wracamy tą samą drogą, z tą różnicą, że teraz droga wiedzie na dół. Kombinowane zjazdy z wytworów naciekowych doprowadzają nas z powrotem na próg Ponoru. Ostatni zjazd i przemarsz korytarzami wydostaje nas o widnej jeszcze porze, by móc iść do Harnasia uczcić naszą wyprawę.

Do Zimnej powracamy zimą na Sylwestra, o większej sile uderzeniowej, z ekipos…  zabierając szampana. Zamiar? Dołojenie jeszcze nam nieznanych ciągów jaskini, z przywitaniem Nowego Roku w całkowicie inny sposób. Daleko od petard i marudzenia, ukryci głęboko pod ziemią.

167526_132550580140561_7218077_nekipa perszinga marki strzała. Fura z nadkompletem na Łysą Polanę śmigała w try miga. M.in. Wilku z dredami jeszcze, Guma w ulubionych gaciach i Misiek w znalezionych pod Mnichem okularach. Fotę robił Sławek w końcówce XX wieku – 1999 rok

Przyszłymi latami, późniejszy okres świąt aż do Nowego Roku, spędzało z ekipą tradycyjnie w Tatrach. Pamiętam jeden taki szczególnie, który dał mi i koledze odbić boląco po kościach. Wigilijne popołudnie jakby niby nic, ignorując górskie lawiniaste warunki. Doczłapujemy w świeżym śniegu do Betlejemki w Dolinie Gąsienicowej licząc na szybką odpowiednią przemianę pogody. Śnieg już nie padał, ale wszystko wisiało w powietrzu, zawieszone spokojnie i cicho czekało. W Betlejemce jest to schronisko PZA, całkiem przytulna o ciepłym klimacie chatka taternicka. Z niej przede wszystkim korzystają wspinacze i są tu organizowane kursy taternickie i szkolenia lawinowe. Czujemy jakoś dziwnie jak  intruzi, którzy wtargnęli na zamkniętą uroczystość. Potem napięcie szybko ulotniło, gdy zasiedliśmy w sali przy wspólnym stole. Był właśnie organizowany zimowy kurs taternicki, kilka osób, chłopaki, dziewczyny z doświadczonym starszym instruktorem. Wigilijny wieczór zapowiadał cudnie tajemniczo, kolacja nabierała apetytu, dziewczyny dbały o każdy szczegół. Pojawił opłatek i składanie sobie życzeń. Potem kolejne zaskoczenie… prezenty. Dziewczyny podarowują każdemu drobny upominek. Robi cudnie, a nam strasznie głupio – zakłopotani nie mamy czym odwzajemnić poza  zwyczajnym dziękuje i uściskiem. Dlatego to było tak wspaniałe. Całkiem sobie obcy ludzie, w górach stają się braćmi, zwłaszcza w tym dniu gwiazdkowej nocy.

Ranek, poranek i świata w Gąsienicowej nie widać – śnieg zamulił dokładnie białą powłoką. Optymiści czatują u podnóża zaklejonej szronem okiennicy Betlejemki – iść czy nie iść, oto jest pytanie. Cholernie trudne dla wspinaczy mających w rozrywce spędzić dzień zamułki na dłubaniu w nosie. Nie po to lubimy jeździć w góry, dla drapania po schroniskach i słuchania legendarnych opowieści, kiedy to i jak w dupę dostałem. Bo dostajemy. Często pamiętając o tych strasznych, wychodząc z nich po niewinnemu. Tak na spokojnie po tym zdarzeniu, wraca ono tak jakby to wczoraj, dziś było, polewając smutkiem by nigdy nie wróciło. Wzajemnie wzruszamy oczami widząc wyjście na wspinaczkę – zawsze są jakieś warunki do ogarnięcia. Idziem w drogę. Dupy w troki. Jest 3 lawinowo – eee co tam, zrobimy mały spacer. Gąsienicowa lekko zaspana idziemy pod głupi lodospad, z którego zaraz… mamy spaść do szpitala. Lodospad Mucha jakoś nazywa, kaskadowy kilka progów, jakaś V?

Koscielec_NE_minKościelec – droga 4a Mucha

OK. Wychodzimy na podwórko, wiadomo, inni nie dziwią – przynęta, że ktoś przetoruje drogę i ślady będą. Zaginamy pod Kościelca. Pogoda całkiem niezła, by widzieć drogę wspinaczki. Wschodnia Ściana – lubię ją. Ma dobre warunki wspinaczki, Zachodnią podobnie – jest pożądająca. Wtulamy w szary lodospadu zamek podróżując dalej do góry. Obieramy swe niebicie serca – dziabki, szmatki, no co, do góry – dziwny szpej, który pozostał pod śniegiem… Wiosną może ktoś je odkrył w tych głębokich zaspach.

Zespół napiera lodospad – rynna lodowa wisząca lodowym śpikiem nad stawem. Skradamy w małym biegu, ociężali co może nas nie spotkać. Podchodzimy pod nasz cel i wkrada głupia żywcówka – w tym okresie często wspinaliśmy solo w górach i skałach na żywca. Droga nie wydała nam trudna w tych warunkach, choć było zagrożenie i znaliśmy rozmiary co może być. Było proste -  założyć raki, wcisnąć dziabki na nadgarstki i  iść.

Niezbyt szeroka Rynna zaczynała właściwy korytarz wspinaczki, która biegła przez trzy mikstowe progi całkiem nietrudnej drogi. Całkiem nizały lód mówimy, z dołu damy rady, kochamy takie wspinaczki. Szpej też mamy dosyć prymitywny – dziabki Kazika i Walkosza – wynalazki na cenę PRL. To nie były okrutne czasy wspinania z takim szpejem, to był nasz real, inaczej, by sobie radzić. A radzić trzeba było, i to ostro, ale o tym następnym razem – A. Pierzchniak

fot. Artur Pierzchniak
Opracowanie: Ela Wolny

Zobacz również:
- Wspieranie alpinizmu polskiego wpis
- Artur Pierzchniak-Guma całość

Czyli 9 przystanek na ścieżce przyrodniczej po rezerwacie Sokole Góry. Cała ścieżka na liście miejsc do przejścia, a póki co jedno z pierwszych zanurzeń w podziemny świat speleologa amatora.. Z połamanej  tabliczki informacyjnej przed jaskinią można jeszcze odczytać, że była to jedna z najpiękniejszych jaskiń w Polsce.  (sic!)

P1160909wejście do Jaskini Olsztyńskiej

OLSZTYNSKA 13
P1160979
P1160913
Była, bo opisana po raz pierwszy w XIX wieku niestety w tej postaci chyba po raz ostatni. Jej bogata szata naciekowa została bowiem zniszczona w wyniku eksploracji szpatu (cokolwiek to jest), a resztę zniszczeń dokonali p s e u d o t u r y ś c i odłupując co atrakcyjniejsze formy nacieków. Debili jak widać nie brakowało i patrząc na połamaną tabliczkę, nadal nie brakuje. Tymczasem podziemny ciąg korytarzy:

P1160933
Groty:

P1160938
Jaskinia Olsztyńska posiada rozwinięcie poziome i wraz z Jaskinią Wszystkich Świętych tworzy spory system, mający łączną długość korytarzy aż 240 metrów.  Druga z jaskiń pionowa (24 m), a przejście doń czołganiem:

P1160928

Wejście do Jaskini Wszystkich Świętych i radość avenu:

P1160990
Ten baśniowy świat, to typowa jaskinia krasowa, która powstała w okresie trzeciorzędu dzięki cyrkulacji podziemnych wód  w masywie wapieni górnojurajskich – gruzowo-piaszczysto-gliniasta – jakkolwiek to brzmi, wygląda przepięknie:

P1160930
P1160973
P1160934
Na zewnątrz topniał śnieg, woda kapała na głowy, a jej błyszczące krople były niezłym akcentem na końcach kamiennych sopli. Cisza dźwięczała w uszach,  scenerię grozy potęgował dźwięk kapiącej wody…

P1160952
P1160949
… i pisk. Tak, tak, mysi pisk. Bo jaskinia ta to schronienie nie tylko dla zwierząt nazywanych mądrze trogloksenami – co po polsku znaczy występującymi w glebie lub pod kamieniami – ale przede wszystkim dla… nietoperzy. I to ich pisk unosił się w ciemnościach z rzadka oświetlanych wątłą, czołową żarówką. Ale we włosy się nie wkręciły – kolonijny mit prysł – ew

OLSZTYNSKA 1
fot. Ela Wolny Olsztyn

Skały Simonda:

89063027
Rejon Dziewicy:

P1170025
Owczy Grzbiet:

P1170023
P1170005
P1170004
Biblioteka:

P1170003
Owczy Grzbiet z Wielkim Okapem:

P1170026
Filar Dziewicy:

P1170051
Wielki Okap:

P1170024
Guma na Wielkim Okapie:

P1170047
Stan oczkowy naturny…

P1170072
… na nim La Gums:

P1170083
Na Dziewicy:

P1170067
Szafka:

P1170001
Żabka:

P1170059

Rejon Biakła:

P1160845
Biakło:

P1160855
Skała z Jałowcem:

P1160859
Blin:

P1160864
P1160865
P1160866
Okolice zamku:

P1160844
Skała Skrajny Filar:

P1170099
P1170100
fot: Ela Wolny Olsztyn

Wielkimi krokami zbliża się XX Przegląd Filmów Alpinistycznych im. W. Rutkiewicz w W-wie, na który to – miło mi już oficjalnie ogłosić – jednym z zaproszonych prelegentów jest Artur.  Zatem przygotowania nań trwają, lecz zanim do stolicy, w przerwach małe chwile na oddech.

Olsztyn i Skała z Jałowcem. Za plecami szlak w Sokole Góry, bo tam właśnie udajemy się do jednej z jaskiń:

555880_163751983789972_791883453_n
Po drodze szamańskie szałasy, bieliki nad śniegiem, znajomi speleolodzy w tym i z… Bielska, aż wreszcie przelotka w Skałach Simonda:

644737_163753917123112_1053915995_n

I sama jaskinia, tym razem Olsztyńska, Komnata Naciekowa:

547303_163754250456412_687883440_n
I ogromny żal, że taka krótka…

536963_495417207187228_1934977425_n
Bo Olsztyn to przede wszystkim skała, atrybut Jury Krakowsko-Częstochowskiej.  Żabka:

72818_163757647122739_41793926_n
Filary Dziewicy:

535057_163756407122863_946869156_n
Na jej okapie Artur. Nie mam pytań:

554876_163756527122851_1976992408_n
Bo w przelocie – w tzw. „po drodze” – mała przerwa na ekiperkę  i montaż nowych ringów.  Fachowo zwijam linę niczym wytrawny wspinacz…

11526_163756820456155_110834549_n
… i podaję Arturowi b i a l u t k ą ściereczkę, którą nadmiar kleju na błysk glancuje. Bo żadnej fuszerki – haczyki Artura są w klasie Q! Jest czas na obejrzenie Olsztyna z góry – jest pięknie:

Bo te jurajskie pejzaże:

62665_163758967122607_1158952393_n
559656_163758927122611_1752995947_n
554575_163759140455923_2044340036_n
Bo te mroczne ruiny  Olsztyńskiego Zamku:

163532_163759267122577_1376322559_n
555034_163759533789217_1685005776_n
Bo ta roślinność, te malownicze olsztyńskie kosówki…

533746_163757137122790_1780550550_n
… i nie tylko:

644663_163758630455974_865047159_n
A tuż obok, na Dziewiczym dachu świata,  stan oczkowy naturny:

529587_163757307122773_252588714_n
Albo pod nami zwinny Mario, a ja nie mniej zwinna, bo prawie z zumbą na Biakle!

555069_164022313762939_1244502794_n
Tak, tak! Ciut obok szczytowego krzyża! Lęk wysokości? A CO TO JEST?! :roll: Pomału pokonuję poprzeczki strachu. Już leżę przed otworem-studzienką, wejściem do Jaskini Wszystkich Świętych. Następnym razem pojawię się tam zjeżdżając do jej wnętrza na sznurku.

Jura jest przepiękna. Tak jak przepiękni są rozkochani w niej ludzie – tam nawet pod nogami na kamiennych płytach odbite są muszle historii – Jura it’s Jura i  pewnie dlatego nawet takie bywają tam tęcze.  Skały Słoneczne na koniec jurajskiego dnia i głęboki respekt, tak wyrazistą i pełną tęczę widziałam pierwszy raz:

30570_163760763789094_674407388_n
fot. Ela Wolny Olsztyn

Zaczynałem od speleologii, od jaskiń. Z czasem pasję połączyłem ze wspinaczką górską i oddałem jej serce. Przedstawię opis kilku najciekawszych jaskiń w moim dorobku. Tych trudnych, z przygodami odkrywania tajemniczego podziemnego świata, zarys zdobywania jaskiń jurajskich i tatrzańskich.

225177_159061010822851_6165832_n
Jura – Jaskinia Olsztyńska, Komnata Naciekowa

Na Jurze Jaskinia Studnisko – najgłębsza i najtrudniejsza jaskinia Jury – 76 metrów głębokości. Pierwsza moja trudna jaskinia, zdobywana na prymitywnym sprzęcie. Zjazd w dzwonie 30-sto metrowej studni na bezalinowym podciągu, który był elastyczny i rozciągał jak… guma. Zjazd był wykonywany na zwyczajnej kłódce, po otwarciu jej kluczykim robiło a’la weblinkę – węzeł na pręcie kłódki. Nie posiadało wtedy sprzętu zupełnie. Do wychodzenia po linie stosowaliśmy wtedy pętle z węzłem zaciskowym prusika. Użyliśmy też drabinki sznurowej skleconej z liny konopnej pozyskanej z budowy. Drabinka tak skręciła, że nie dało z niej korzystać – nie zdała swego egzaminu. W tym okresie pobijaliśmy rekordy szybkości wychodzenia ze studni na czas. Mój rekord to 8 minut. Najlepszy nie do pokonania w tamtym czasie, być może nawet w całym kraju? Uprzęży, których używaliśmy pierwszy raz, były to uprzęże szyte z  szerokiego węża strażackiego, którego skroiłem potajemnie ze szkoły, dzięki czemu kilku chłopaków miało swoje wymarzone „majtki”. Potem pojawiły standardowe uprzęże z pasów samochodowych i pomału zaczął wdrażać w nasze życie coraz lepszy sprzęt. Teraz bezpiecznej i szybciej pozwalało zaliczać jaskinie. Karabinki, lepsze liny i przyrządy zaciskowe na linie zwane potocznie małpami połanieta, crol i shunt stały podstawowymi. Do tego taki sprzęt obowiązkowy jak czołówka – nasze światło czołowe montowane na kasku. Robiło z opakowania po kremie Nivea itp. W nim osadzało żarówkę. Kabelkiem łączyło z mydelniczką, która była pojemnikiem na baterie. Takie czasy majsterkowania – trudno było o sprzęt. Jakoś się radziło, jak nie miało dobrego wujka za granicą.. Czasy dobrze pionierskie, kiedy to lubowało w jaskiniach trudnych o rozwinięciu pionowym, zastosowaniem technik alpinistycznych. Te poziome i łatwe raczej nie kręciły – lubiło się wyzwania pokonywania trudności.

Po zrobieniu wszystkich jaskiń z przewodnika Szelerewicza – kultowy topo przewodnik po jaskiniach Jury – przyszedł czas na jaskinie tatrzańskie. Pierwszą z nich była Jaskinia Zimna, która posiada kilkukilometrowy system korytarzy – długość 4600 m, deniwelacja 176 m. Informacje o jaskini i położenie topo znaliśmy z opisów Zwolińskiego. Wpierw przeszliśmy dla podejścia turystyczną jaskinię Mroźną, której drugi otwór wychodzi w pobliżu jaskini Zimnej. Wejścia do jaskini broniła duża krata, lecz i ona miała swoje wady, więc na szczęście udało przecisnąć. Zatapiamy w długi czar korytarzy, urozmaicony różnymi formacjami i naciekami tajemnego podziemia.

Czułem super jak odkrywca czegoś nowego, wspaniałego, wielkiego, dla siebie dobrego.

W jaskini dochodzimy do progu skalnego, który nas zatrzymuje 10-cio metrową ścianką. Nie mając odpowiedniego sprzętu wycofujemy się, z decyzją jak najszybszego powrotu już ze sprzętem. Tak też było. Po niedługim czasie jesteśmy ekipą z powrotem w tych zimnych korytarzach. Ale mamy pecha – coś jaskinia nas nie lubi – nie docieramy nawet do progu. Po niedawnych opadach deszczu zrobił w wąskim korytarzyku – przejściu do progu – syfon. Syfon jest to zalane miejsce w jaskini po strop, które należy przenurkować by móc iść dalej. Woda w takich jaskiniach rośnie z siłą opadów na zewnątrz. Miejsce w tej jaskini nazywa Ponor, studnia samopompująca do wewnątrz. Powrotnie z czasem woda znika i wypływa wywierzysku krasowym do potoku Kościeliskiego w dolinie. Odważny kolega wpada na zwariowany pomysł, że wskoczy do wody z poręczówką i nas ściągnie. Debilny kompletnie pomysł. Nawet jak by mu udało przepłynąć, to ma na sobie mokre ciuchy. Zapasowych ciuchów nikt nie miał, i każdy z nas by przymarzł z ochłodzenia. W jaskini stała temperatura to + 4 stopnie i w mokrych, nasiąkniętych ciuchach widzę to strasznie. Ciuchy to były zwyczajne polary i robocze ciężkie stroje. Nikt nie miał z nas na tamte czasy wodoodpornych kombinezonów. Było to nie do zdobycia. Czołgało po jaskiniach w tym co się miało lub uszyło. Uszyłem sobie takie gacie z wodoodpornego materiału z plandeki. Wszystko ręcznie skroiłem szyjąc igłą. Na jakiś czas krawcem zostałem i byłem zadowolony jak ukończyłem moje białe spodenki. Przymiarka wyszła OK. Później byłem mniej zadowolony jak na akcji, też w Zimnej, portki posypały mi w kroczu.

Kolega związuje liną i asekurowany wariat wskakuje do lodowatej wody, która ma… + 2 stopnie! A on na sobie ciężką kufajkę i gacie robocze. Jak wskoczył do wody, tak szybko zaraz z niej sparaliżowany wyskoczył. Po linie. Momentalny szok termiczny – nie był w stanie nic działać, nie czując dna i sensu. Na szczęście dzięki temu, że szybko wyskoczył, nie namókł kompletnie cały. Mogliśmy wracać z naszą głupotą pamiętną po dziś dzień – co by mogło stać strasznego, gdyby zanurkował – A. Pierzchniak

fot. Artur Pierzchniak
Opracowanie: Ela Wolny

Zobacz również:
- Wspieranie alpinizmu polskiego wpis
- Artur Pierzchniak-Guma całość

♫ ♪♫ Relaxdaily
FotoGaleria
Archiwum
1% PIT nr KRS 84062 cel Artur Pierzchniak. Wpłaty darowizn na konto Fundacji oraz poprzez przycisk Płacę Teraz - PayU cel: Pomoc Arturowi Pierzchniakowi Any donations can be made directly to the account of the Foundation or through the: Płacę Teraz - PayU and purpose Pomoc Arturowi Pierzchniakowi. Bank Millennium SA ul. Stanisława Żaryna 2A 02-593 Warszawa BIC/SWIFT CODE : BIGBPLPWXXX IBAN: PL 04 1160 2202 0000 0000 5515 5611