Autor
Ost. Komentarze
Publikacje Losowe

Lophius piscatorius – Żabnica, Wojtatówka

Miejsce w Beskidach mocno odciśnięte w mojej pamięci. Pozytywnie. Spędzany tam każdy wolny czas musi być mile wspominany. Dom wieki temu kupiony przez nestorkę rodziny, z przeznaczeniem na letnisko. Zamieniony z drewnianej chaty, na murowany (błąd) w miejscu prześlicznej urody: Wojtatówka leży na pochyłym, stromym stoku, na nim polana z kilkoma domostwami miejscowych,  paroma domkami […]

Translate
Wsparcie www
stat4u

Archive for the ‘Góry ✔’ Category

167879_135812356481050_1974880_n- Zarys zdobywania jaskiń jurajskich i tatrzańskich

Do Jaskini Zimnej powracaliśmy jeszcze dwukrotnie, aby zaliczyć jej główny ciąg. Przy kolejnej wyprawie mamy szczęście – jest sucho i bez problemu przewspinujemy  skalny próg. Przechodząc dalej ciąg korytarza o ładnych naciekach, dochodzimy pod system kominów zwanych  Czarny Komin. Kominy wymagają czujnej wspinaczki – ze względu na kombinowaną asekuracje: pętelki o stalagmity i ucha skalne. Obecnie jest tam bezpieczna stała asekuracja z kotew. Za tamtych czasów każde miejsce wspinaczkowe było pokonywane na asekuracji własnej. Komin składa z trzech części poprzedzielanych półkami – najtrudniejszy był startowy pierwszy próg. Wspinaczka kominami bardzo nas zachwyca, dając powera podnieca. Jest mokro, wspinamy w korkerach – stoją o dziwo bez poślizgu. Pamiętam był taki manewr zasługujący na cwaną sztuczkę. Stojąc na dobrym stopniu trzeba było zamachnąć i zarzucić lasso wyżej na stalagmita. Za którąś kolejną próbą ten indiański chwyt udał, otwierając – po wciągnięciu na rękach – dalej drogę w wyższe partie komina. Urobiliśmy zadowoleni kominy, w którym trafiły iście wspinaczkowe trudności.

Przeszliśmy jeszcze znaczny kawałek głównego ciągu korytarzy, wszystko ładnie porzeźbione o zaskakujących naciekach.  Pomału trzeba było wracać z powodu światła, robiąc tak oszczędnie by nam starczyło na powrót. Wracamy tą samą drogą, z tą różnicą, że teraz droga wiedzie na dół. Kombinowane zjazdy z wytworów naciekowych doprowadzają nas z powrotem na próg Ponoru. Ostatni zjazd i przemarsz korytarzami wydostaje nas o widnej jeszcze porze, by móc iść do Harnasia uczcić naszą wyprawę.

Do Zimnej powracamy zimą na Sylwestra, o większej sile uderzeniowej, z ekipos…  zabierając szampana. Zamiar? Dołojenie jeszcze nam nieznanych ciągów jaskini, z przywitaniem Nowego Roku w całkowicie inny sposób. Daleko od petard i marudzenia, ukryci głęboko pod ziemią.

167526_132550580140561_7218077_nekipa perszinga marki strzała. Fura z nadkompletem na Łysą Polanę śmigała w try miga. M.in. Wilku z dredami jeszcze, Guma w ulubionych gaciach i Misiek w znalezionych pod Mnichem okularach. Fotę robił Sławek w końcówce XX wieku – 1999 rok

Przyszłymi latami, późniejszy okres świąt aż do Nowego Roku, spędzało z ekipą tradycyjnie w Tatrach. Pamiętam jeden taki szczególnie, który dał mi i koledze odbić boląco po kościach. Wigilijne popołudnie jakby niby nic, ignorując górskie lawiniaste warunki. Doczłapujemy w świeżym śniegu do Betlejemki w Dolinie Gąsienicowej licząc na szybką odpowiednią przemianę pogody. Śnieg już nie padał, ale wszystko wisiało w powietrzu, zawieszone spokojnie i cicho czekało. W Betlejemce jest to schronisko PZA, całkiem przytulna o ciepłym klimacie chatka taternicka. Z niej przede wszystkim korzystają wspinacze i są tu organizowane kursy taternickie i szkolenia lawinowe. Czujemy jakoś dziwnie jak  intruzi, którzy wtargnęli na zamkniętą uroczystość. Potem napięcie szybko ulotniło, gdy zasiedliśmy w sali przy wspólnym stole. Był właśnie organizowany zimowy kurs taternicki, kilka osób, chłopaki, dziewczyny z doświadczonym starszym instruktorem. Wigilijny wieczór zapowiadał cudnie tajemniczo, kolacja nabierała apetytu, dziewczyny dbały o każdy szczegół. Pojawił opłatek i składanie sobie życzeń. Potem kolejne zaskoczenie… prezenty. Dziewczyny podarowują każdemu drobny upominek. Robi cudnie, a nam strasznie głupio – zakłopotani nie mamy czym odwzajemnić poza  zwyczajnym dziękuje i uściskiem. Dlatego to było tak wspaniałe. Całkiem sobie obcy ludzie, w górach stają się braćmi, zwłaszcza w tym dniu gwiazdkowej nocy.

Ranek, poranek i świata w Gąsienicowej nie widać – śnieg zamulił dokładnie białą powłoką. Optymiści czatują u podnóża zaklejonej szronem okiennicy Betlejemki – iść czy nie iść, oto jest pytanie. Cholernie trudne dla wspinaczy mających w rozrywce spędzić dzień zamułki na dłubaniu w nosie. Nie po to lubimy jeździć w góry, dla drapania po schroniskach i słuchania legendarnych opowieści, kiedy to i jak w dupę dostałem. Bo dostajemy. Często pamiętając o tych strasznych, wychodząc z nich po niewinnemu. Tak na spokojnie po tym zdarzeniu, wraca ono tak jakby to wczoraj, dziś było, polewając smutkiem by nigdy nie wróciło. Wzajemnie wzruszamy oczami widząc wyjście na wspinaczkę – zawsze są jakieś warunki do ogarnięcia. Idziem w drogę. Dupy w troki. Jest 3 lawinowo – eee co tam, zrobimy mały spacer. Gąsienicowa lekko zaspana idziemy pod głupi lodospad, z którego zaraz… mamy spaść do szpitala. Lodospad Mucha jakoś nazywa, kaskadowy kilka progów, jakaś V?

Koscielec_NE_minKościelec – droga 4a Mucha

OK. Wychodzimy na podwórko, wiadomo, inni nie dziwią – przynęta, że ktoś przetoruje drogę i ślady będą. Zaginamy pod Kościelca. Pogoda całkiem niezła, by widzieć drogę wspinaczki. Wschodnia Ściana – lubię ją. Ma dobre warunki wspinaczki, Zachodnią podobnie – jest pożądająca. Wtulamy w szary lodospadu zamek podróżując dalej do góry. Obieramy swe niebicie serca – dziabki, szmatki, no co, do góry – dziwny szpej, który pozostał pod śniegiem… Wiosną może ktoś je odkrył w tych głębokich zaspach.

Zespół napiera lodospad – rynna lodowa wisząca lodowym śpikiem nad stawem. Skradamy w małym biegu, ociężali co może nas nie spotkać. Podchodzimy pod nasz cel i wkrada głupia żywcówka – w tym okresie często wspinaliśmy solo w górach i skałach na żywca. Droga nie wydała nam trudna w tych warunkach, choć było zagrożenie i znaliśmy rozmiary co może być. Było proste -  założyć raki, wcisnąć dziabki na nadgarstki i  iść.

Niezbyt szeroka Rynna zaczynała właściwy korytarz wspinaczki, która biegła przez trzy mikstowe progi całkiem nietrudnej drogi. Całkiem nizały lód mówimy, z dołu damy rady, kochamy takie wspinaczki. Szpej też mamy dosyć prymitywny – dziabki Kazika i Walkosza – wynalazki na cenę PRL. To nie były okrutne czasy wspinania z takim szpejem, to był nasz real, inaczej, by sobie radzić. A radzić trzeba było, i to ostro, ale o tym następnym razem – A. Pierzchniak

fot. Artur Pierzchniak
Opracowanie: Ela Wolny

Zobacz również:
- Wspieranie alpinizmu polskiego wpis
- Artur Pierzchniak-Guma całość

Czyli 9 przystanek na ścieżce przyrodniczej po rezerwacie Sokole Góry. Cała ścieżka na liście miejsc do przejścia, a póki co jedno z pierwszych zanurzeń w podziemny świat speleologa amatora.. Z połamanej  tabliczki informacyjnej przed jaskinią można jeszcze odczytać, że była to jedna z najpiękniejszych jaskiń w Polsce.  (sic!)

P1160909wejście do Jaskini Olsztyńskiej

OLSZTYNSKA 13
P1160979
P1160913
Była, bo opisana po raz pierwszy w XIX wieku niestety w tej postaci chyba po raz ostatni. Jej bogata szata naciekowa została bowiem zniszczona w wyniku eksploracji szpatu (cokolwiek to jest), a resztę zniszczeń dokonali p s e u d o t u r y ś c i odłupując co atrakcyjniejsze formy nacieków. Debili jak widać nie brakowało i patrząc na połamaną tabliczkę, nadal nie brakuje. Tymczasem podziemny ciąg korytarzy:

P1160933
Groty:

P1160938
Jaskinia Olsztyńska posiada rozwinięcie poziome i wraz z Jaskinią Wszystkich Świętych tworzy spory system, mający łączną długość korytarzy aż 240 metrów.  Druga z jaskiń pionowa (24 m), a przejście doń czołganiem:

P1160928

Wejście do Jaskini Wszystkich Świętych i radość avenu:

P1160990
Ten baśniowy świat, to typowa jaskinia krasowa, która powstała w okresie trzeciorzędu dzięki cyrkulacji podziemnych wód  w masywie wapieni górnojurajskich – gruzowo-piaszczysto-gliniasta – jakkolwiek to brzmi, wygląda przepięknie:

P1160930
P1160973
P1160934
Na zewnątrz topniał śnieg, woda kapała na głowy, a jej błyszczące krople były niezłym akcentem na końcach kamiennych sopli. Cisza dźwięczała w uszach,  scenerię grozy potęgował dźwięk kapiącej wody…

P1160952
P1160949
… i pisk. Tak, tak, mysi pisk. Bo jaskinia ta to schronienie nie tylko dla zwierząt nazywanych mądrze trogloksenami – co po polsku znaczy występującymi w glebie lub pod kamieniami – ale przede wszystkim dla… nietoperzy. I to ich pisk unosił się w ciemnościach z rzadka oświetlanych wątłą, czołową żarówką. Ale we włosy się nie wkręciły – kolonijny mit prysł – ew

OLSZTYNSKA 1
fot. Ela Wolny Olsztyn

Skały Simonda:

89063027
Rejon Dziewicy:

P1170025
Owczy Grzbiet:

P1170023
P1170005
P1170004
Biblioteka:

P1170003
Owczy Grzbiet z Wielkim Okapem:

P1170026
Filar Dziewicy:

P1170051
Wielki Okap:

P1170024
Guma na Wielkim Okapie:

P1170047
Stan oczkowy naturny…

P1170072
… na nim La Gums:

P1170083
Na Dziewicy:

P1170067
Szafka:

P1170001
Żabka:

P1170059

Rejon Biakła:

P1160845
Biakło:

P1160855
Skała z Jałowcem:

P1160859
Blin:

P1160864
P1160865
P1160866
Okolice zamku:

P1160844
Skała Skrajny Filar:

P1170099
P1170100
fot: Ela Wolny Olsztyn

Wielkimi krokami zbliża się XX Przegląd Filmów Alpinistycznych im. W. Rutkiewicz w W-wie, na który to – miło mi już oficjalnie ogłosić – jednym z zaproszonych prelegentów jest Artur.  Zatem przygotowania nań trwają, lecz zanim do stolicy, w przerwach małe chwile na oddech.

Olsztyn i Skała z Jałowcem. Za plecami szlak w Sokole Góry, bo tam właśnie udajemy się do jednej z jaskiń:

555880_163751983789972_791883453_n
Po drodze szamańskie szałasy, bieliki nad śniegiem, znajomi speleolodzy w tym i z… Bielska, aż wreszcie przelotka w Skałach Simonda:

644737_163753917123112_1053915995_n

I sama jaskinia, tym razem Olsztyńska, Komnata Naciekowa:

547303_163754250456412_687883440_n
I ogromny żal, że taka krótka…

536963_495417207187228_1934977425_n
Bo Olsztyn to przede wszystkim skała, atrybut Jury Krakowsko-Częstochowskiej.  Żabka:

72818_163757647122739_41793926_n
Filary Dziewicy:

535057_163756407122863_946869156_n
Na jej okapie Artur. Nie mam pytań:

554876_163756527122851_1976992408_n
Bo w przelocie – w tzw. „po drodze” – mała przerwa na ekiperkę  i montaż nowych ringów.  Fachowo zwijam linę niczym wytrawny wspinacz…

11526_163756820456155_110834549_n
… i podaję Arturowi b i a l u t k ą ściereczkę, którą nadmiar kleju na błysk glancuje. Bo żadnej fuszerki – haczyki Artura są w klasie Q! Jest czas na obejrzenie Olsztyna z góry – jest pięknie:

Bo te jurajskie pejzaże:

62665_163758967122607_1158952393_n
559656_163758927122611_1752995947_n
554575_163759140455923_2044340036_n
Bo te mroczne ruiny  Olsztyńskiego Zamku:

163532_163759267122577_1376322559_n
555034_163759533789217_1685005776_n
Bo ta roślinność, te malownicze olsztyńskie kosówki…

533746_163757137122790_1780550550_n
… i nie tylko:

644663_163758630455974_865047159_n
A tuż obok, na Dziewiczym dachu świata,  stan oczkowy naturny:

529587_163757307122773_252588714_n
Albo pod nami zwinny Mario, a ja nie mniej zwinna, bo prawie z zumbą na Biakle!

555069_164022313762939_1244502794_n
Tak, tak! Ciut obok szczytowego krzyża! Lęk wysokości? A CO TO JEST?! :roll: Pomału pokonuję poprzeczki strachu. Już leżę przed otworem-studzienką, wejściem do Jaskini Wszystkich Świętych. Następnym razem pojawię się tam zjeżdżając do jej wnętrza na sznurku.

Jura jest przepiękna. Tak jak przepiękni są rozkochani w niej ludzie – tam nawet pod nogami na kamiennych płytach odbite są muszle historii – Jura it’s Jura i  pewnie dlatego nawet takie bywają tam tęcze.  Skały Słoneczne na koniec jurajskiego dnia i głęboki respekt, tak wyrazistą i pełną tęczę widziałam pierwszy raz:

30570_163760763789094_674407388_n
fot. Ela Wolny Olsztyn

Zaczynałem od speleologii, od jaskiń. Z czasem pasję połączyłem ze wspinaczką górską i oddałem jej serce. Przedstawię opis kilku najciekawszych jaskiń w moim dorobku. Tych trudnych, z przygodami odkrywania tajemniczego podziemnego świata, zarys zdobywania jaskiń jurajskich i tatrzańskich.

225177_159061010822851_6165832_n
Jura – Jaskinia Olsztyńska, Komnata Naciekowa

Na Jurze Jaskinia Studnisko – najgłębsza i najtrudniejsza jaskinia Jury – 76 metrów głębokości. Pierwsza moja trudna jaskinia, zdobywana na prymitywnym sprzęcie. Zjazd w dzwonie 30-sto metrowej studni na bezalinowym podciągu, który był elastyczny i rozciągał jak… guma. Zjazd był wykonywany na zwyczajnej kłódce, po otwarciu jej kluczykim robiło a’la weblinkę – węzeł na pręcie kłódki. Nie posiadało wtedy sprzętu zupełnie. Do wychodzenia po linie stosowaliśmy wtedy pętle z węzłem zaciskowym prusika. Użyliśmy też drabinki sznurowej skleconej z liny konopnej pozyskanej z budowy. Drabinka tak skręciła, że nie dało z niej korzystać – nie zdała swego egzaminu. W tym okresie pobijaliśmy rekordy szybkości wychodzenia ze studni na czas. Mój rekord to 8 minut. Najlepszy nie do pokonania w tamtym czasie, być może nawet w całym kraju? Uprzęży, których używaliśmy pierwszy raz, były to uprzęże szyte z  szerokiego węża strażackiego, którego skroiłem potajemnie ze szkoły, dzięki czemu kilku chłopaków miało swoje wymarzone „majtki”. Potem pojawiły standardowe uprzęże z pasów samochodowych i pomału zaczął wdrażać w nasze życie coraz lepszy sprzęt. Teraz bezpiecznej i szybciej pozwalało zaliczać jaskinie. Karabinki, lepsze liny i przyrządy zaciskowe na linie zwane potocznie małpami połanieta, crol i shunt stały podstawowymi. Do tego taki sprzęt obowiązkowy jak czołówka – nasze światło czołowe montowane na kasku. Robiło z opakowania po kremie Nivea itp. W nim osadzało żarówkę. Kabelkiem łączyło z mydelniczką, która była pojemnikiem na baterie. Takie czasy majsterkowania – trudno było o sprzęt. Jakoś się radziło, jak nie miało dobrego wujka za granicą.. Czasy dobrze pionierskie, kiedy to lubowało w jaskiniach trudnych o rozwinięciu pionowym, zastosowaniem technik alpinistycznych. Te poziome i łatwe raczej nie kręciły – lubiło się wyzwania pokonywania trudności.

Po zrobieniu wszystkich jaskiń z przewodnika Szelerewicza – kultowy topo przewodnik po jaskiniach Jury – przyszedł czas na jaskinie tatrzańskie. Pierwszą z nich była Jaskinia Zimna, która posiada kilkukilometrowy system korytarzy – długość 4600 m, deniwelacja 176 m. Informacje o jaskini i położenie topo znaliśmy z opisów Zwolińskiego. Wpierw przeszliśmy dla podejścia turystyczną jaskinię Mroźną, której drugi otwór wychodzi w pobliżu jaskini Zimnej. Wejścia do jaskini broniła duża krata, lecz i ona miała swoje wady, więc na szczęście udało przecisnąć. Zatapiamy w długi czar korytarzy, urozmaicony różnymi formacjami i naciekami tajemnego podziemia.

Czułem super jak odkrywca czegoś nowego, wspaniałego, wielkiego, dla siebie dobrego.

W jaskini dochodzimy do progu skalnego, który nas zatrzymuje 10-cio metrową ścianką. Nie mając odpowiedniego sprzętu wycofujemy się, z decyzją jak najszybszego powrotu już ze sprzętem. Tak też było. Po niedługim czasie jesteśmy ekipą z powrotem w tych zimnych korytarzach. Ale mamy pecha – coś jaskinia nas nie lubi – nie docieramy nawet do progu. Po niedawnych opadach deszczu zrobił w wąskim korytarzyku – przejściu do progu – syfon. Syfon jest to zalane miejsce w jaskini po strop, które należy przenurkować by móc iść dalej. Woda w takich jaskiniach rośnie z siłą opadów na zewnątrz. Miejsce w tej jaskini nazywa Ponor, studnia samopompująca do wewnątrz. Powrotnie z czasem woda znika i wypływa wywierzysku krasowym do potoku Kościeliskiego w dolinie. Odważny kolega wpada na zwariowany pomysł, że wskoczy do wody z poręczówką i nas ściągnie. Debilny kompletnie pomysł. Nawet jak by mu udało przepłynąć, to ma na sobie mokre ciuchy. Zapasowych ciuchów nikt nie miał, i każdy z nas by przymarzł z ochłodzenia. W jaskini stała temperatura to + 4 stopnie i w mokrych, nasiąkniętych ciuchach widzę to strasznie. Ciuchy to były zwyczajne polary i robocze ciężkie stroje. Nikt nie miał z nas na tamte czasy wodoodpornych kombinezonów. Było to nie do zdobycia. Czołgało po jaskiniach w tym co się miało lub uszyło. Uszyłem sobie takie gacie z wodoodpornego materiału z plandeki. Wszystko ręcznie skroiłem szyjąc igłą. Na jakiś czas krawcem zostałem i byłem zadowolony jak ukończyłem moje białe spodenki. Przymiarka wyszła OK. Później byłem mniej zadowolony jak na akcji, też w Zimnej, portki posypały mi w kroczu.

Kolega związuje liną i asekurowany wariat wskakuje do lodowatej wody, która ma… + 2 stopnie! A on na sobie ciężką kufajkę i gacie robocze. Jak wskoczył do wody, tak szybko zaraz z niej sparaliżowany wyskoczył. Po linie. Momentalny szok termiczny – nie był w stanie nic działać, nie czując dna i sensu. Na szczęście dzięki temu, że szybko wyskoczył, nie namókł kompletnie cały. Mogliśmy wracać z naszą głupotą pamiętną po dziś dzień – co by mogło stać strasznego, gdyby zanurkował – A. Pierzchniak

fot. Artur Pierzchniak
Opracowanie: Ela Wolny

Zobacz również:
- Wspieranie alpinizmu polskiego wpis
- Artur Pierzchniak-Guma całość

♫ ♪♫ Relaxdaily
FotoGaleria
Archiwum
1% PIT nr KRS 84062 cel Artur Pierzchniak. Wpłaty darowizn na konto Fundacji oraz poprzez przycisk Płacę Teraz - PayU cel: Pomoc Arturowi Pierzchniakowi Any donations can be made directly to the account of the Foundation or through the: Płacę Teraz - PayU and purpose Pomoc Arturowi Pierzchniakowi. Bank Millennium SA ul. Stanisława Żaryna 2A 02-593 Warszawa BIC/SWIFT CODE : BIGBPLPWXXX IBAN: PL 04 1160 2202 0000 0000 5515 5611